 Aglaja Veteranyi „Kto znajduje, źle szukał”Czarne 2009, przełożyła Katarzyna LeszczyńskaMałe trzęsienie ziemi we mnie
Zabawa [Aglaja Veteranyi]
Pewnego razu dostałam od przyjaciółki pudełko. W nim było inne pudełko, a w małym pudełku leżała grudka ziemi.
To tylko opakowanie, powiedziała przyjaciółka z uśmiechem, zajrzyj do środka!
Włożyłam rękę w ziemię i wyciągnęłam nowe pudełko, w którym leżało kolejne pudełko.
Znam takie zabawy, powiedziałam.
W małym pudełku leżała grudka ziemi, w ziemi było pudełko, w którym leżało inne, mniejsze pudełko.
To nie jest zabawne, powiedziałam, te pudełka wyglądają jak trumny.
Otworzyłam najmniejsze pudełko i znalazłam w nim jeszcze mniejsze, w którym nie było nic. Kiedy zamierzałam się odwrócić, ni stąd, ni zowąd leżałam w pudełku i wołałam: Teraz na mnie kolej. Dalej!
Otwierając to „ostatnie z pudełek” spotykamy JĄ-AGLAJĘ. Kobietę pełną uwagi wobec otaczającej ją rzeczywistości, intensywną w wyobraźni i zawłaszczającą „swą ludzką esencją” przestrzeń wokół, magnetyzującą „pełnokrwistością” najbliższych jej przyjaciół, partnerów w pracy, ważnych mężczyzn, odbiorców sztuk, czytelników jej książek, przypadkowo napotkanych ludzi. „Mieszkająca w nich” i sycąca się nimi po prostu JEST wszechobecna. Spotkanie to odbywa się na kartach najnowszej książki Wydawnictwa Czarne „Kto znajduje, źle szukał”. Wielość perspektyw w spojrzeniu na autorkę i zarazem bohaterkę domyka poprzednie odsłony jej twórczości i poszczególne próby opowiedzenia „historii osobistej” Aglaji Veteranyi. „Kolekcjonerka” przepychu zwykłych-niezwykłych momentów zaprasza polskich czytelników do współprzeżywania „minionego” lecz wciąż „obecnego”. „Obejmowaczka świata” nie zdradza, że ceną lektury jest „trzęsienie ziemi w nas”...
Te wdzięczne ale także te opryskliwe „przydomki”, które do niej przylgnęły, pozwalają podczas lektury samodzielnie rysować jej postać. Ni to dziewczynka ni to kobieta rozpięta pomiędzy pamięcią czasu, co mijając nie leczył dawnych zadr, czasu gdzie cyrk był światem, życiem, szkołą, podróżą, a bezdomność kolorowaną kredkami gehenną dziecka; pomiędzy wypełnionym po brzegi „tu i teraz” gdzie z rzekomej analfabetki i ignorantki przeistoczyła się dzięki własnej, mozolnej pracy, w niemieckojęzyczną autorkę perfekcyjnie posługującą się obcym językiem, obok której literackich dokonań nie sposób przejść niewzruszonym; oraz między dążeniem do tego wszystkiego, co na nią jeszcze czekało, co spoczywało w potencjalnym czasie przyszłym, w bezgraniczności jej twórczego procesu, coś co ostrożnie można nazwać „spieszeniem się z życiem”. Splatająca te swoiste „czasoprzstrzenie” – „Zdawała się zawsze żyć na szczycie chwili” [s.323]
Kawiarniana pisarka znajdująca skupienie a zarazem żywioł w pracy pośród natłoku codziennych zdarzeń, na dworcu, w pokoju hotelowym, w szkole teatralnej, na scenie... w ruchu. Wypracowująca zachłannie i bezkompromisowo własną metodę pracy nad rolą podczas spotkań ze swoimi nauczycielami i studentami, lecz przede wszystkim podczas spotkań z samą sobą jako główną odtwórczynią wystawianych na scenie tekstów, co znajdowało wyraz choćby w nieustannie narastających notatkach. Bezlitośnie krytyczna i apodyktyczna, co najdziwniejsze, wobec samej siebie.
Cyrkówka z pokazowym szpagatem, bezdomna Rumunka z kosmopolityczną mitomanią w zanadrzu, na zawołanie, tancerka w nocnych klubach, emigrantka ze szwajcarskim azylem, zalękniona uciekinierka, akcjonistka, aktorka, autorka, „ŻYWA” i „ŻYJĄCA DO CNA”– w rozlicznych recenzjach, artykułach, wywiadach, wspomnieniach przyjaciół odnajdziemy jeszcze szereg podobnych określeń. Wciąż „niezdefiniowana”, uwikłana w sprzeczności. Jak sama powie o sobie w jednej z rozmów „Aktorka chce wybujałości, a autorka abstrakcji (...). Jedna chce przekonać drugą o swojej racji. Aktorka chce traktować język jak ciało, a autorka chce traktować ciało jak język. To jest nierozwiązany problem, ciągłe pertraktacje.” [s.284]. Na spotkaniu w PhiloThik, podczas rozmowy na temat „Czy zostaliście tym, kim chcieliście zostać, gdy byliście dziećmi?” powie: „Chciałam być perfekcyjna. Perfekcyjna z zawodu. Żeby wszyscy na całym świecie znali mnie i kochali.” [s.292]
Córka, obsesyjnie uciekająca od legendy matki – akrobatki, nieprzerwanie szukająca śladów zagubionego dziecka, którym w dojrzałym wieku na powrót „stawała się” w swoich tekstach, by poprzez słowo złożyć w całość barwną i nieprawdopodobną historię własną i rodzinną – w imię poszukiwania domu, rozpierzchniętej po świecie, „rozłamanej” rodziny, ale przede wszystkim własnej namacalnej tożsamości, jakby w opozycji do kreowanych literackich alternatywnych osobowości. Niemniej niż ku matce, ciążąca także ku ojcu – błaznowi, niespełnionemu filmowcowi, despotycznemu cyrkowemu demiurgowi, który ją opuścił, a którego odnalazła u kresu życia, już poza polaroidową fotografią. Poprzez swoją twórczość zbliżała się do obojga, przepracowywała materiał swojego życia, od którego nie mogła się uwolnić.
Potrzeba opowiadania była nieustanna, kiedy odkryła dla siebie na nowo „słowo pisane”, jak sama przybliży nam ten moment, stało się ono „jej domem”, miano eksploatowanego „tworzywa”, „surowca jej sztuki” nadała natomiast samej sobie, swojemu życiu,Aglaja powie „(...) pomysły czerpie z życia, ale dobra historia to jeszcze nie literatura, (...) materiał życia musi przejść przez wiele filtrów, aby stać się literaturą (...)” [s.47]. Czytelnik, który sięgnął po wcześniejsze jej książki odnajdzie i tutaj to, co dla autorki tak charakterystyczne – krótką, oszczędną, ostrą formę; dotkliwą prostotę przekazu, przed którą nie sposób uciec, a także nie schylić czoła; kostrukcje okraszone makabrycznym humorem, oparem absurdu, surrealistyczną grą – ów tytułowy „wisielczy humor zamiast tabletek przeciwbólowych.” [s.282] „Poskramiaczka słów” uwodzi nas ale i zostaje uwiedziona przez słowo, które ma dla niej „erotyczną siłę przyciągania”, (...) kusi, by mówić rzeczy, które nigdy wcześniej nie przyszły mi na myśl. I zazwyczaj tekst wie o mnie więcej niż ja o nim.” [s.286]
Biorąc do ręki książkę „Kto znajduje, źle szukał” nie uciekniemy od autobiograficznych wątków z życia Aglaji Vetranyi, które są możliwe do zrekonstruowania chociażby podczas lektury trzech wcześniej wydanych w Polsce przez Wydawnictwo Czarne książek tejże pisarki: „Dlaczego dziecko gotuje się w mammałydze?”(2003), „Regał ostatnich tchnień” (2004), „Uprzatniętę morze, wynajęte skarpety i pani Masło” (2005). Jednak w tej ostatniej w rzetelny sposób prowadzi czytelnika przez karty Wstępu, ścieżkami autorki i meandrami „cyrku rodzinnego”, Katarzyna Leszczyńska, redaktorka i tłumaczka wspomnianego tomu, bedącego chronologiczną kompilacją publikowanych osobno na łamach prasy tekstów, lub też niepublikowanych wcale do tej pory (kilka lat temu podobnej roli podjęła się pani Anna Fostakowska przybliżając już po śmierci pisarki jej postać na łamach „Wysokich Obcasów”). Dlatego zagłębianie się w historię życia Aglaji Veteranyi można ze spokojnym sumieniem powierzyć przewodnictwu redaktorki najnowszego zbioru „Kto znajduje, źle szukał”, która jakby z przewrotności zamieściła wybrane utwory pod powyższym tytułem, ponieważ „warianty biografii” Aglaji, te znane i mniej wiadome fakty z jej życia spisuje, składa w całość, czyniąc je spójną, i choć nieprawopodobną w swej burzliwości, malowniczości ale i tragiczności, to zarazem wiarygodną historią, która się wydarzyła.
W rezultacie możemy śledzić rozwój aktorki i pisarki, dla której działanie było najważniejsze – w monologach teatralnych, rozbudowanych tekstach scenicznych, w swoistych „didaskaliach” pozwalających Aglaji budować swe debiutanckie role, w literackich „próbach”, jak pokaże czas, w niezwykle udanych i docenianych, jak pokaże czas, na całym świecie za sprawą tłumaczeń utworach, krótkich historyjkach, bajkach, lapidarnych notatkach, dających „odetchnąć” czytelnikowi, za sprawą białych, niezadrukowanych przestrzeni, proponujących jakby dodatkowy czas na przemyślenie mocniejszego coraz to słowa, pojawiają się także osławione pocztówki-kolaże, programy, zapowiedzi, plakaty teatralne, pełen emocji reportaż z podróży do Rumunii, wywiady i duety z autorką, wreszcie redaktorka podarowuje nam wgląd w fotografie prywatne Aglaji Veteranyi udostępnione przez jej przyjaciół, aż na końcu ustępuje im miejsca w mowach pożegnalnych, we wspomnieniach i utworach, które niejako na nowo powołują autorkę do zabrania głosu, do dialogu, akcentują jej stałą obecność wśród żywych.
Dzięki najnowszej propozycji Wydawnictwa Czarne „Kto znajduje, źle szukał” przekonujemy się, że „KRAJ O NAZWIE AGLAJA” nie znika z naszych osobistych map, raz odkryty, nie pozwala o sobie zapomnieć. Lektura nie jest prosta, jak może zwodzić przyjęta przez autorkę forma. „Bierze się” te słowa w siebie z poczuciem rosnącej fascynacji i radości z ich urody, ale zarazem bólu sprawianego ich dosadnością, niespokojnego rozedrgania, i smutku, że definitywnie wraz ze śmiercią pisarki przestały płynąć. Za sprawą tej gmatwaniny uczuć w finale musimy się zmierzyć z coraz to większym „trzęsieniem ziemi w nas”...
|