Jaki rower wybrać?

Jestem człowiekiem o wielkich gabarytach. Ważę sto czterdzieści kilo. Czuję się jednak świetnie, ponieważ całe życie uprawiałem sport. Dokładnie sumo. Nieraz na macie walczyłem do upadłego. Ważyłem wtedy dwieście kilogramów i jadłem za pięciu, a nawet za sześciu.
Jednak dbając o swoją kondycję postanowiłem kupić rower i jeździć nim codziennie do pracy. Mam trzydzieści kilometrów do ośrodka treningowego. Teraz jestem trenerem judo w warszawskiej dzielnicy Praga.
Jednak ze względu na moje gabaryty mam mały problem. Otóż nie wiem jaki rower wybrać, aby był odpowiedni do moich gabarytów i kilogramów.
Większość znajomych mówiło mi o wytrzymałym rowerze. Wysłuchałem ich opinii, ale będąc człowiekiem przezornym udałem się do serwisu rowerowego znanego na całym świecie. Podobne produkty w tym sklepie kupowali przedstawiciele różnych branż. Sportowcy, dziennikarze, muzycy, plastycy, lekarze, inżynierowie, czy nawet przedstawiciele naszego rządu.
W serwisie przyjął mnie dość wiekowy pan z bródką o ciemnej karnacji i siwych włosach. Widać, że chłop zna się na rzeczy, bo jego wywód trwał dwie godziny i piętnaście minut. Ogólnie powiedział mi, że: do bardziej regularnego użytkowania, także w złą pogodę, warto dołożyć trochę grosza do ceny roweru, nie brać najtańszego, ponieważ znajdziemy rower przygotowany już przez fabrykę do eksploatacji. Pojazd powinien posiadać trwały i odporny na warunki pogodowe osprzęt. Rowerzyści zamierzający jeździć intensywnie lub startować w zawodach, muszą niestety wydać najwięcej. Oni jednak z reguły sami doskonale wiedzą ile i za co płacą. Mówił też, że warto kupić rower z ceną zaczynającą się od 3 tysięcy złotych. Ma to być produkt przede wszystkim dostosowany do moich potrzeb. Nie ma najmniejszego sensu kupować „górala” do jazdy typowo miejskiej, tak samo jak rower szosowy nie ma prawa sprawdzać się w trudnym terenie. Przed zakupem jednośladu koniecznie muszę zastanowić się do czego będzie służył, jak intensywnie będę nim jeździć i czy raczej będzie to jazda spokojna, rekreacyjna, czy też np. marzy nam się co miesiąc start w wyścigach miejskich, czy też wiejskich.
Wysłuchałem całego wywodu stojąc te dwie godziny niemal na baczność. Nawet nagrałem część rozmowy na mój najnowszy telefon, by potem przypomnieć sobie treść tego wykładu. Za te rady włożyłem do jego kieszeni, tak w formie podziękowania sto złotych i wielką czekoladę z orzechami, którą kupiłem w Biedronce w promocyjnej cenie.
Chłop bardzo się ucieszył z tych prezentów i zapraszał na następny dzień do drugiej części rozmówek o rowerach.
Tak też zrobiłem. Przyszedłem na drugi dzień i chodziłem przez tydzień na jego wykłady.
Ostatecznie kosztowało mnie to siedemset złotych i pięć czekolad z nadzieniem i z orzechami.
Ta wiedza pozwoliła mi na zakup świetnego, profesjonalnego roweru, który służy mi do tej pory. Jestem z niego zadowolony i już szukam drugiego, ale tym razem dla mojej ukochanej nieco podstarzałej żony. To będzie rower wypasiony ze specjalną dedykacją na ramie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here